polski | english
Jeden dzień w Pakistanie   Aktualności


  Ta ulica od dziesięcioleci wygląda tak samo. Gdyby Nusrat przerwał na chwilę nocne próby nad kompozycją nowego – jednego z tysiąca skomponowanych utworów, ujrzałby jak jego miasto budzi się o świcie ze snu. Meczety są jeszcze puste, a gharany – rodzinne szkoły muzyczne - jeszcze pełne dźwięków, żebracy podnoszą się z labiryntu podcieni chylących się ku upadkowi ruin domów, a zmarznięci właściciele przydrożnych barów rozpalają ogniska. W pozbawionym części dachu  „Regal Cinema” kończy się ostatni seans hinduskiego melodramatu, które tak kochał oglądać, kiedy był małym chłopcem, a uliczny fotograf z umieszczonym na statywie, wykonanym z drewna tekowego aparatem fotograficznym, zajmuje swoje miejsce pod rozłożystym platanem. Żeby zmieścić w kadrze ogromną sylwetkę Nusrata, musiał wycofywać się na środek ulicy, tamując przy tym ruch ryksz i pojazdów konnych.

  Z wysokości kamiennego tarasu Nusrat widziałby przejaśniające się fajsalabadzkie niebo i przecinające je dziesiątki minaretów. Unosiłyby się nad nimi stada krążących myszołowów, obudzonych ze snu, płynącymi z przesterowanych głośników nawoływaniami do porannej modlitwy. Brunatna woda, spływałaby ulicznym rynsztokiem wprost do wód kanału melioracyjnego, a młodzi chłopcy kreśliliby na klepisku linie boiska do krykieta.

  Świt w domu Nusrata nie byłby początkiem nowego dnia, lecz tylko chwilą w nieustającej wymianie ciemności i światła. Chwilą podobną do tych, które zgodnie z rodzinną tradycją, każdego dnia od początku czternastego wieku, objawiały się w domu Nusrata pod postacią następujących po sobie fraz którejś z ćwiczonych rag. Rag, których koło życia nie zatrzymuje się nieprzerwanie od pięciu tysięcy lat.

  Wczoraj, nieopodal stąd zginął amerykański korespondent, a my po nocy spędzonej w areszcie - w którym miejscowa policja skryła nas przed grożącym nam linczem - leżymy samotnie na dachu naszego „hotelu”. Pod nami rozpadające się ze starości czarpoje, nad nami poranne niebo.

  Zostało nas tylko dwóch i jedna sprawna kamera. Mamy dużo - nieoczekiwanie pozbawionego w tej chwili wartości - czasu. Opublikowane w duńskiej prasie karykatury proroka Mahometa, wywołały głęboką niechęć dotychczas przyjaźnie nastawionych wobec nas mieszkańców Pakistanu i ci sami ludzie, którzy jeszcze wczoraj częstowali nas na ulicach podpłomykami i herbatą, zapraszając przy tym do swoich domów na nocleg, nie są już pewni naszych intencji. Nie są pewni, czy film, nad którym pracujemy, nie przedstawi ich w złym świetle. Nie ośmieszy.

  Nasza trzecia podróż do leżącego na rozdrożu kultur Pakistanu trwa kolejny miesiąc, ale czas płynący w rytmie muzyki Nusrata mija tutaj inaczej - znacznie wolniej… To właśnie tutaj w Pakistanie spotkały się muzyka Indii z perską poezją, klasyczna muzyka arabska, turecka i bizantyjska z afgańską muzyką ludową, tworząc unikalny styl i strukturę muzyki doliny Indusu…   

  Z New Delhi w sercu Indii na wschodzie, przez Pendżab do plemiennych terytoriów w Beludżystanie na zachodzie. Z Bombaju na wybrzeżu Morza Arabskiego, przez prowincję Sindh i Afganistan do Samarkandy we współczesnym Uzbekistanie...

  Pokonujemy tysiące kilometrów autobusami, pociągami, rykszami i pieszo, szukamy śladów, które pozostawił po sobie Nusrat Fateh Ali Khan – artysta, który dał światu najbardziej hipnotyczną muzykę dwudziestego wieku…

  Przeglądając dotychczas zarejestrowany materiał filmowy, cofamy się w czasie, raz jeszcze spotykając tych samych bohaterów filmu i odwiedzając te wszystkie fascynujące miejsca.

  Święto religijne pamięci Data Ganj Bakhsh z muzyką qawwali, w którym Nusrat zawsze brał udział, a które co roku odbywa się w podziemiach Data Darbar - najważniejszej ze scen muzycznych w świecie Islamu. Tuż po naszym wyjściu ze świątynnych katakumb, eksplodowały w nich trzy ładunki wybuchowe, pozbawiając życia kilkudziesięciu tańczących w nich pielgrzymów… Chwilę wcześniej filmowaliśmy ich religijne uniesienie…

  Egzorcyzmy kobiet, w świątyni Lal Shahbaz Qalandar na pustyni w Shevan Sharif, którym Nusrat poświęcił jeden ze swoich utworów. Poznaliśmy tam Amatullah Armstrong Chishti, która tak jak my przywołana głosem Nusrata zostawiła swoje spokojne życie w Australii i od dziesięciu lat mieszka w spartańskich warunkach, w komunie Pakistańskich muzyków.

  Po dwóch latach starań i wstawiennictwie trzydziestego trzeciego w linii prostej potomka proroka Mahometa - podejmuje nas w swojej pustelni Abida Parveen - jedyna kobieta w historii Islamu, mogąca śpiewać swoją Suficką pieśń w meczetach i muzułmańskich świątyniach.

  Gości nas Fateh Ali Khan – ostatni z wielkich mistrzów klasycznej hinduskiej ragi, na którym kończy się trwająca 700 lat historia rodzinnej szkoły muzycznej Patiala Gharana.

  I Sain Zahoor… Zanim odkryje go zachodnia publiczność i zostanie uhonorowany BBC Music Award, śpimy w jego domu w slumsie na przedmieściach Lahore, a on sam śpiewa dla nas i dla Nusrata…

  Oni i inne osobowości muzyczne Pakistanu, opowiadają nam o swojej twórczości i swoich spotkaniach z Nusratem. Obdarowują nas tym, co ma dla nas największą wartość – swoją sztuką.

  Czy poprzez muzykę Nusrata i twórczość spotkanych artystów doliny Indusu, uda nam się opisać współczesny Pakistan? Uchwycić istotę świata, w którym przypadkowo poznani, niepiśmienni mieszkańcy Pendżabu, Beludżystanu i prowincji Sindh recytują poezję swoich największych poetów? 

  Wierzymy, że wszechobecna tu muzyka i poezja, jest najlepszym sposobem, kluczem do zrozumienia i opisania otaczającego nas świata.

  Kim jest wreszcie sam Nusrat? I czy będziemy mogli bezpiecznie kontynuować naszą podróż w poszukiwaniu odpowiedzi na to najważniejsze z pytań?

  Nadchodzi wieczór. Zostaliśmy zaproszeni przez Wielkiego Pira Abdula Razzaka na prywatną audiencję do świątyni. Spotkanie wydaje się nierzeczywiste. Ten niewidomy, otoczony setką wyznawców, przykuty do łoża starzec, słyszał o naszych kłopotach i od godziny, przewracając dłonią karty niewidzialnej księgi, powtarza w skupieniu modlitwę w naszej intencji.

  - Rozmawiałem przed chwilą z Bogiem - zwraca się do nas ukończywszy swoją modlitwę - i Bóg nadał wam na czas podróży muzułmańskie imiona: Abdul Rahman i Azim Ali. Będą was skutecznie chronić, możecie kontynuować waszą misję. 

  Nadchodzi następny dzień. Jesteśmy w drodze do Gilgit u podnóża Karakorum. Wspinamy się jej stromymi serpentynami pokonując zasypane śniegiem przełęcze, wprost na spotkanie z kolejnym artystą, który znał Nusrata...

 


"Nusrat – ostatni prorok muzyki" zwycięzcą Dragon Forum 2011.

Podczas gali Krakowskiego Festiwalu Filmowego organizatorzy 6 Międzynarodowej Akademii Dokumentu Dragon Forum 2011 ogłosili laureatów trwających od lutego warsztatów filmu dokumentalnego.

Zobacz więcej...